"Znikający stopień" Maureen Johnson | JennyDawid.pl

Do niektórych książek mam stosunek ambiwalentny i „Znikający stopień” jest jedną z takich pozycji. Teoretycznie mam do niej sporo uwag, a jednocześnie nie uważam, że należy ją skreślić z listy do przeczytania.

Maureen Johnson "Znikający stopień" (Poradnia K)

Zacznijmy od tego, że jest to druga część trylogii, można ją jednak czytać bez znajomości poprzedniej części. Jak to możliwe? Otóż autorka zadbała, by streścić najważniejsze aspekty fabuły części pierwszej. To był jeden z aspektów, który dość mocno mnie drażnił, bo sięgnęłam po ten tom zaraz po przeczytaniu „Nieodgadnionego”. Przez to miałam wrażenie, że marnuję czas na czytanie czegoś, co już czytałam.

Druga moja uwaga dotyczy języka tej książki. Nie wiem, na ile zawiniło tłumaczenie czy brak porządnej redakcji, a na ile to kwestia takiego, a nie innego tekstu oryginalnego – tak czy siak chwilami nagle coś wytrącało mnie z płynności czytania. Musiałam drugi raz wracać do niektórych fragmentów, żeby upewnić się, co przed chwilą przeczytałam. Niektóre zdania były naprawdę koślawe.

"Znikający stopień" Maureen Johnson | JennyDawid.pl

Trzecia rzecz – fabuła sama w sobie. W tej kwestii mam najwięcej wcześniej wspomnianych ambiwalentnych odczuć. Z jednej strony fajny pomysł, ale miałam wrażenie, że wszystko już było i autorka wybierała sobie po kawałku z innych książek. Z drugiej strony – czy nie jest może tak, że tak naprawdę wszystko już kiedyś zostało napisane i pisarzom pozostaje składanie czegoś odrobinę innego z tych samych klocków, którymi ktoś już się kiedyś bawił? Jestem pewna, że młodsi czytelnicy, którzy nie mieli jeszcze czasu, by przeczytać tyle książek co ja, mogą uznać tę fabułę za coś nowego i świeżego. W ogóle mam wrażenie, że jednak jest to książka dla nieco młodszego czytelnika ode mnie. I jakby nie patrzeć, to jest młodzieżówka, a te dzielą się na dwa rodzaje: te, po które chętnie sięga się w każdym wieku, i te, które najbardziej podobają się, gdy czyta się je mając naście lat. „Znikający stopień” należy raczej do tej drugiej kategorii.

Żeby jednak nie było, iż tylko narzekam, bo przecież nie sięgnęłabym po tom drugi, gdyby pierwszy był totalnie beznadziejny – kilka plusów. Pierwsze, co przychodzi mi do głowy, to takie dziwne uczucie, które towarzyszyło mi już przy czytaniu pierwszej części. Klimat tych powieści jest tak specyficzny, że moja głowa wciąż oczekiwała, że nagle za rogiem pojawi się magia. A tu nic! Jednak to oczekiwanie magii, jak oczekiwanie przyjścia Mikołaja w grudniu, było naprawdę przyjemną sprawą.

Druga rzecz – miejsce, w którym odbywa się akcja. Cóż ja bym dała, żeby zamiast siedzieć w niewygodnej ławce liceum, móc uczyć się w szkole takiej jak Akademia Ellinghama. Miejsce, w którym program dostosowywany jest pod każdego z uczniów, jego marzenia i mocne strony – marzyłam o takim latami. Głównej bohaterce, Stevie Bell, zazdroszczę, że mogła zająć się kryminalistyką już w tak młodym wieku. Ja dopiero teraz po trzydziestce nadrabiam w tej kwestii zaległości.

„Jego jeansów nie targali styliści.”

W powieści możemy poznać mnóstwo interesujących osób. Aż szkoda, że wiele z nich jest wspomnianych tylko przelotnie. Z chęcią przeczytałabym inne powieści, widziane oczyma niektórych z bohaterów (niekoniecznie z czasów nauki w Akademii). Moją ulubioną jednak postacią był Larry – ochroniarz, który za sobą miał kilkadziesiąt lat pracy w policji w wydziale zabójstw. Niby groźny, ale tak naprawdę chyba szczęśliwy, że mógł się swoją wiedzą i doświadczeniem dzielić ze Stevie. Przypadkowo-nieprzypadkowy mentor, którego nasza bohaterka się zapewne nie spodziewała, gdy wyruszała do nowej szkoły.


„Trzeba spróbować. Próba to pierwszy krok.”

Podsumowując, „Znikający stopień” to takie młodzieżowe czytadło na wieczór lub dwa. Niekoniecznie dla osób szukających czegoś świetnie napisanego i z wyjątkowo oryginalną fabułą. Jednak nie jest to coś, co z góry bym skreśliła.

Jeśli lubisz książki pisane z myślą o młodszym czytelniku, bawią Cię odrobinę naiwne kryminały, gdzie bohaterami są nastolatkowie, a obowiązkowy w takich książkach wątek miłosny nie powoduje u Ciebie spazmów – to myślę, że możesz spokojnie się tą trylogią zainteresować.

Książka przeczytana dzięki CzytamPierwszy.pl.

,
Może zainteresują Cię również

avatar
  Subscribe  
Powiadom o