Zapętlone #1: Kop motywacyjny

O tym, iż uwielbiam tworzyć wszelkiego rodzaju listy, już wiecie. To, o czym jeszcze nie wspomniałam, to chęć stworzenia listy utworów, które w pewnym okresie życia zapętlały mi się na krócej lub dłużej. Rekordowego kawałka słuchałam non-stop przez prawie trzy miesiące. Biorąc pod uwagę, że piosenka ta miała trwała około 4 minut, możecie sobie policzyć, ile razy odtworzyła się w tym czasie.
Na razie tytułu powyższego Wam nie podam. Znajdzie się on w kolejnej odsłonie, gdyż postanowiłam ową listę podzielić. Bezpośrednią zaś motywacją, by wreszcie podejść do tego tematu, stał się przypadkiem Troyann i jego Troylisty (dzięki!).

Cykl z założenia nie będzie regularny, gdyż nigdy nie wiadomo, co i kiedy mi się zapętli.

 

Klucz do zagadki zwanej dzisiejszą listą

Zaczęło się od tego, że dałam sobie 5 minut na przypomnienie utworów, których kiedyś słuchałam w kółko i dodanie ich do playlisty. Zebrało się tego aż 28 kawałków, z których każdy wydawał się równie istotny. Czas więc było nieco tę listę przefiltrować.

W pierwszej kolejności poleciały wolniejsze piosenki. Kolejnym sitem był czas zapętlenia się utworu w mojej głowie/słuchawkach/głośnikach. Zostało 10 i nijak ta lista nie chciała się skurczyć. Zaczęłam więc zastanawiać się, które z nich dawały mi najwięcej siły, by przetrwać stanie w korku w autobusie pełnym ludzi. No i bach! Mamy magiczną liczbę 5.

 

Awolnation „Sail”

Sześć dni i siedem nocy – tyle dokładnie czasu zajęło mi napisanie magisterki. W tle zapętlony leciał utwór Awolnation, pewnie jakieś 20h/dobę. Dodatkowych odtworzeń w trakcie poruszania się komunikacją miejską nie zliczę.

Maybe I should cry for help
Maybe I should kill myself

Czyż te słowa nie pasują idealnie do okazji?

 

Module „Kinetic Harvest”

Pierwszy kawałek z soundtracku do gry Shatter. Cała płyta jest świetna i gdy zamierzam wpaść w słynny „sen programisty”, to najczęściej wybieram właśnie ten album. Jednak to ten pierwszy utwór (a szczególnie początkowe dźwięki) kojarzę ze stanem nieziemskiej ulgi po odcięciu się od zewnętrznego chaosu. Polecam szczególnie na open space i, nie zgadniecie, w komunikacji miejskiej. No i koniecznie na słuchawkach. I głośno.

 

Paramore „Ignorance”

„Ignorance” zapętliło mi się swego czasu w wersji akustycznej. Na playliście znajdziecie wersję oryginalną, bo jak ignorować otoczenie to na pełnej… z prądem znaczy.

 

KompositKrut „Amazing Horse (Commodore 64)”

Tutaj w sumie każdy może znaleźć swoją wersję. Lubię bardzo tę od Nerd Folii, ale największą część mojego serca skradła wersja „Commodore 64”. Pewnie nietrudno się domyślić dlaczego.
A teraz przyznać się. Kto zaczął nucić?

 

Jonathan Coulton „I Feel Fantastic”

Jak już nic nie pomaga, to pozostaje wytoczyć działo największego kalibru w postaci płyty Jonathana Coultona „The Best Of…”. A jeśli jesteście na skraju wytrzymania, to przewińcie od razu do „I Feel Fantastic”.

I feel fantastic
And I never felt as good as how I do right now
Except for maybe when I think of how I felt that day
When I felt the way that I do right now

 

Na koniec jeszcze obiecana playlista, tym razem wersja ze Spotify.

 

Foto: Gavin Schaefer

,,,
Może zainteresują Cię również

1

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
Zapętlone #2 – Na smutno Recent comment authors
  Subscribe  
najnowsze najstarsze najpopularniejsze
Powiadom o
trackback
Zapętlone #2 – Na smutno

[…] jest właśnie moje rekordowe zapętlenie, o którym wspomniałam w pierwszej części tego cyklu. Prawie 3 miesiące utworu włączonego 24h/dobę. Gdy wychodziłam z domu, to przełączałam się […]