Zatrzymanie | JennyDawid.pl

Zatrzymanie

Przychodzi taki dzień, gdy zaczynasz zauważać, że Twoje życie pędzi jakby trochę za szybko, lista rzeczy do zrobienia tylko się wydłuża, kolejne loty czekają na odprawę, a Ty zasypiasz na stojąco w sklepie przy półce z kosmetykami.

Nie wystarczy jednak, że weekend przeleżysz w łóżku z laptopem, robiąc przerwy na jedzenie. Emocje, myśli, niedotrzymane terminy, wszystko wciąż przelatuje przez Twoją głowę i nieustannie się w niej mieli. Ciało może odpoczywa, ale Ty wcale się nie zatrzymałeś. Jak na karuzeli, niby siedzisz, ale wszystko wokół wciąż wiruje.

 

I przychodzi dzień, w którym nieproszony wykonawca poleceń losu sprawia, że zatrzymujesz się tak naprawdę. Jakby ktoś wyłączył zasilanie, przypadkiem opierając się o wyłącznik. Zostajesz zawieszony w czasie i przestrzeni. Niby wszystko z zewnątrz wygląda tak samo, ale Ty jesteś jedynie obserwatorem, do którego nie docierają żadne bodźce. A raczej mógłbyś nim być, gdyby Ci się chciało. Ale Ci się nie chce. Istniejesz, ale jakby Cię nie było. I tak dzień, dwa, tydzień, miesiąc i kolejny…

Aż wreszcie coś (ktoś?) zaczyna wybudzać Cię z tego stanu. Powoli odzyskujesz czucie. Najpierw zaczynasz odczuwać zmęczenie i udaje Ci się wreszcie zasnąć na dłużej niż chwilę. I wiesz już, że sen jest dobry.

Potem pojawia się to dziwne ssanie w żołądku. Sięgasz po jedzenie i wiesz, że to także jest Ci potrzebne.

Zaczynasz odczuwać coś na kształt bólu. I nie możesz już zignorować ran. I wiesz, że to także jest wartościowe. Że nadszedł czas, by zaczęły się zabliźniać.

Powoli, jedną po drugiej, próbujesz nowych rzeczy. Rzeczy, które kiedyś były jednymi z miliona czynności dziennie, czasem wykonywanych na granicy świadomości. Teraz jesteś jednak czystą kartą. Uczysz się wszystkiego od nowa i każdej z tych rzeczy na powrót nadajesz wartość. Bierzesz do ręki, oglądasz z każdej strony, testujesz i decydujesz, czy jest to coś, co chcesz mieć w swoim życiu. Nadajesz priorytety. Jedna po drugiej stają się częścią Twojego świata.

Rezygnujesz ze spraw, za które czułeś się niezdrowo odpowiedzialny, ale które tak naprawdę powodowały coraz większy chaos w życiu i poczucie winy, gdy nie można było dać z siebie 120%. I nic się nie zawala. A Ty nie czujesz żalu.

W tym momencie nic nie wydaje Ci się niemożliwe. Wszystko jest równie nieznane, a zarazem tak fascynujące, że chcesz tego spróbować. Doświadczając kolejnych rzeczy, przypominasz sobie, jak to było „w poprzednim życiu”. Widzisz, jak kurczowo trzymałeś się spraw kompletnie nieistotnych, co może nieraz blokowało Cię przed realizacją marzeń.

 

Z czasem zauważasz, że Twoje życie zaczyna nabierać realnych kształtów. Stajesz się wreszcie w pełni funkcjonalnym człowiekiem.

 

Zaczynasz się uśmiechać. I wiesz, że to jest dobre.

 

 

Foto: „It begins!” mckinney75402 (CC BY 2.0).

  • Przez pierwsze dwa akapity myślałem, że to o mnie… ;-)
    Dobry tekst.

    • Jenny

      Mam nadzieję, że uda Ci się na chwilę zatrzymać bez tak drastycznej pomocy z zewnątrz. [dzięki]