Monument Valley

Monument Valley

Nie wiem jak Was, ale mnie od zawsze fascynowały wszelkie optyczne iluzje i dziwolągi pokroju wstęgi Möbiusa. Mogłam godzinami się w nie wpatrywać, szukając w nich sensu i odkrywając coraz to nowe zależności. Do dziś także wciągają mnie różnego rodzaju łamigłówki, chociaż po latach jestem o wiele bardziej wybredna w tej materii.

Kilka miesięcy temu w moje wirtualne ręce trafiła mobilna gra Monument Valley. Pozornie historia jest taka sama jak wiele innych. Mamy księżniczkę, której trzeba pomóc i właściwie tyle. Ida, bo tak się nazywa nasza bohaterka, sama w sobie niewiele robi. Prawdę powiedziawszy, bez pokazania jej palcem celu nigdzie się nawet nie ruszy. Na szczęście to tyle, jeśli chodzi o podobieństwa do tego, co zwykle.

Monument Valley – Concept Art

Ida miała mnóstwo szczęścia. Trafiła do bardzo nietypowego i niesamowitego świata. Może śmiało mówić, że „sky is the limit” (a nawet nie). To znaczy nie może, bo akurat Ida nie mówi. Właściwie to nie ma ona nawet twarzy.

I tu dochodzimy do sedna. Pomimo pewnych zauważalnych na pierwszy rzut oka braków w aparycji naszej księżniczki, twórcy zadbali, byśmy w kluczowych momentach dokładnie wiedzieli, jakie emocje nią targają. Najbardziej niesamowite jest chyba to, iż gracz może tak bardzo się zaangażować, że zacznie odczuwać z Idą radość, smutek czy niepokój. Chociaż w tym wypadku nie mogę obiecać, że ludzie bez podstawowej wrażliwości cokolwiek poczują.

Monument Valley – Characterisation

Nastrój w grze buduje wszystko. Grafika jest prosta, ale niesamowicie piękna. Poziomy zaprojektowane są z niezwykłą dbałością o szczegóły. Na naszych oczach (i dzięki naszej pomocy) przekształcają się co chwilę w zupełnie inne miejsca. To wszystko podkreśla świetnie dobrana muzyka, a dźwięki są idealnie zgrane z naszymi ruchami. Potrafiłam przez długi czas bawić się różnymi pokrętłami dla samej zabawy dźwiękiem.

No właśnie. Pokrętła, klocki, ciągłe zmiany perspektyw, wrogowie i przyjaciele, a to wszystko bez chamskiego pomagania ze strony twórców. Samemu trzeba odkryć, co można poruszyć i jak. Samemu trzeba się przekonać, że nie zawsze to, co się widzi, jest dokładnie takie, jakim się to widzi w danym momencie. Na każdym poziomie gra potrafi zaskoczyć, ile w nas zakorzenionych przekonań, że coś musi być jakieś i koniec kropka. Warto w Monument Valley zagrać chociażby po to, by na chwilę zrzucić z oczu okulary, przez które postrzegamy świat na co dzień.

Jednak aby nie było tak kolorowo, muszę się także do czegoś przyczepić. Otóż gra jest zdecydowanie za krótka. Oczywiście, nie trzeba przelatywać wszystkich etapów na czas. Można delektować się tym niezwykłym światem powoli, eksplorując go i niespiesznie rozwiązując kolejne zagadki. Można podzielić sobie przyjemność i nie kończyć gry za jednym zamachem. Ja tak zrobiłam i nie żałuję. Mam wrażenie, że dzięki takiemu podejściu można odrobinę złagodzić uczucie pustki po dotarciu do końca.

 

Podsumowując, naprawdę warto w Monument Valley zainwestować. A jeśli żal Wam kasy na chwilę rozrywki (bo owszem, można grę przejść w godzinę), to poczekajcie na jakąś promocję. A potem kupcie.

Plusy:

+ prosta i przepiękna grafika, ukazująca niezwykle złożony świat

+ świetnie zgrana ze wszystkim ścieżka dźwiękowa

+ nietypowe podejście do przedstawiania świata i praw nim rządzących

+ Ida wciąga nas w swój świat od pierwszego poziomu i nie puszcza aż do końca (albo dłużej)

Minusy:

– zdecydowanie za krótka

– tylko 10 poziomów,

– zaprawieni w rozwiązywaniu podobnych łamigłówek gracze mogą uznać grę za zbyt prostą

– granie ponownie bez dłuższej przerwy może nie sprawić już takiej przyjemności jak za pierwszym razem