Malmö | fot. Jenny Dawid

Malmö w jeden dzień, czyli jak nie podróżować

 Zasada nr 1

Nigdy (przenigdy!) nie powierzaj mężczyznom zadania polegającego na wybraniu kilku miejsc wartych zobaczenia w danym mieście. W najlepszym razie spędzisz miły relaksujący dzień na słońcu, zakończony przygodą rodem z teledysku Michaela Bublé. Możesz jednak nie mieć tyle szczęścia.
Jeśli wybieracie się w wyłącznie męskim gronie, jesteście ugotowani. No chyba, że kaczuszki, kwiatuszki, słoneczko, itd. to wasz żywioł.

 

Zasada nr 2

Jeżeli nie przyszło ci do głowy, aby poszukać na własną rękę ciekawych miejsc, bo masz zbyt wiele zaufania do facetów (patrz: zasada nr 1), to nie czuj się w obowiązku dotrzymywac powyższym towarzystwa przez cały dzień. Czasem lepiej jest ich puścić samopas do Fabryki Czekolady i oszczędzić sobie odrobiny zażenowania podczas okrzyków typu „Patrzcie! Kaczka! I nie ucieka!”. W sumie ten punkt dotyczy także zaplanowanych bardziej dni.

 

Zasada nr 3

Kaczki ogólnie są spoko, ale pstrykanie im miliona zdjęć może zdradzić, że nie jesteś miejscowy. O ile wcześniej nie zdradziły się bezkształtne polary i rękawiczki, gdy mieszkanki wylegiwały się na trawie w bikini.
Dotyczy to także kwiatków, murków, przejść dla pieszych (ale te przejścia to mają genialne!) czy rowerów. Naprawdę.

 

Zasada nr 4

Jeśli jesteś z tych wybrednych i jadłospis składający się z parówek i piwa 2.8% przez kilka dni nie jest twoim największym marzeniem, to warto przed wyjazdem zorientować się w cenach w danym kraju. Bilet lotniczy za 4zł to nie wszystko i czasem warto dorzucić do torby kilka paczek makaronu czy puszkę tuńczyka, o ile całego limitu wagowego nie zajmuje laptop, aparat, kable i inne pierwszej potrzeby sprzęty.

 

Zasada nr 5

O ile aparat fotograficzny na takim wyjeździe się przydaje (wszak nie każdy lubi przechowywać wspomnienia jedynie w pamięci), to laptop z dyskami zewnętrznymi i toną kabli wydaje się być zbędny. Oczywiście do czasu, gdy w dniu wylotu dostajesz od wykładowcy zadanie, którego deadline mija tego samego dnia o północy. Wtedy siedzisz jak ten łoś w hostelu przy piwie 2.8% i dziubiesz model 3D Ziemi. Na touchpadzie.
BTW, jak poproszą cię w sklepie o ID, to wcale nie chodzi im o kartę Skarbonka.

 

Jedno jest pewne – te niedopięte na ostatni guzik wyprawy pozostawiają najbardziej niezwykłe wspomnienia ze wszystkich.

 

BONUS

W bonusie kilka zdjęć, które udało się zrobić pomimo powyższych przeszkód.