"Czekolada" Joanne-Harris (Prószyński i S-ka)O „Czekoladzie” wiedziałam tylko tyle, że w ekranizacji grał Johnny Depp, bo jakoś nigdy nie udało mi się ani obejrzeć filmu, ani przeczytać powieści, na podstawie której powstał. Zimowy wieczór z kubkiem gorącej czekolady stał się idealnym pretekstem do nadrobienia zaległości.

Sięgając po tę książkę bez żadnych oczekiwań miałam ułatwione zadanie, gdyż nic nie mogło mnie rozczarować. Dzięki temu mogłam po prostu obserwować, jak obecność Vianne i Anouk wpływa na mieszkańców Lansquenet-sous-Tannes; cieszyć, gdy czyjeś życie nabierało kolorów, smucić, gdy szara rzeczywistość jednak wygrywała. Idealna lektura na jeden z wielkopostnych wieczorów – lekka, prosta, ale nie nudna, z lekką nutką baśniowej magii. Świetna odskocznia po grubych podręcznikach wypełnionych niezrozumiałymi znaczkami.

Jedynym, co mnie drażniło, była postać księdza Reynauda. Jego zawziętość, upodobanie wręcz w niszczeniu życia tym, którzy nie wpisują się w jego wizję idealnego świata, sprawiało, że w niektórych momentach czułam, iż udziela mi się jego agresja i miałam ochotę wsadzić go na pierwszą z brzegu łódź, a potem puścić ją z prądem rzeki. Z drugiej strony można to zaliczyć na plus Joanne Harris – dzięki takim bohaterom „Czekolada” nie jest mdła.

Myślę, że kiedyś wrócę do podglądania Vianne i Anouk w „Rubinowych czółenkach” i „Peaches for Monsieur le Curé”.

Jedno jest pewne – nie należy tej książki czytać, jeśli się jest na diecie. Z każdej strony docierają do nozdrzy słodkie zapachy trufli z białym rumem, babeczek z morelami z marcepanem, precelków pomarańczowych, ciastek migdałowych, karmelowych pomadek i mnóstwa innych słodkości o kuszących francuskich nazwach.

Joanne Harris „Czekolada”