Trains at work

21 rzeczy, które możesz robić w pracy, czekając aż admini odblokują służbowego kompa

Przychodzi taki dzień w życiu każdego korpoludka, gdy po wielu tygodniach trzeba służbowy komputer zrestartować. No bo ile można przekładać aktualizację systemu, sami rozumiecie. Szczęśliwcy po paru minutach znów mogą wrócić do pracy. Ci, których szczęście wygląda podobnie do mojego – już się z powrotem nie zalogują.

Co zatem można robić, gdy dostanie się niechciane kilka godzin wolnego od życia?

1. Nie robić nic. Niestety, działa tylko przez jakieś 5 minut. Potem zaczyna się chodzić po ścianach.

2. Nauczyć się na pamięć widoku za oknem i obliczać odległości na podstawie punktów charakterystycznych.

3. Można także porównywać kąty widzenia w zależności od pomieszczenia, w którym się w danym momencie przebywa.

4. Zwiedzić swój biurowiec i stworzyć mapę pomieszczeń, do których nie mamy dostępów.

5. Robić ahrtystyczne zdjęcia komórką kubkowi do kawy i zorientować się, że narysowany jest na nim pociąg. A potem zorientować się, że już się kiedyś zorientowaliśmy i cieszyć się, że za kilka miesięcy znów się będzie miało miłą niespodziankę.

6. Pojeździć windami do zerzygania. Osoby bez obowiązkowej laski u boku mogą także pozjeżdżać na poręczach.

7. Dzwonić co 5 minut do Service Desku i pytać o status zgłoszenia. Przez większość czasu dyskutować z automatem.

8. Iść na obiad (wiem, nuda). I się totalnie nie spieszyć (mimo to oblać się zupą).

9. Pograć w Diamond Questa na komórce. Przejść całość. Trzy razy.

10. Poodbijać piłkę o ścianę, drzwi i przypadkowo wchodzących kolegów z zespołu.

11. Odespać wstawanie o 4:30 przez poprzedzające 2 tygodnie.

12. *pyk!* Daleko jeszcze?

13. Wypić pół baniaka wody, a potem ganiać do łazienki co 10 minut (badź co 5 przy mniej wytrzymałym pęcherzu).

14. Posprawdzać, czy toalety na wszystkich piętrach utrzymują ten sam standard.

15. Wykorzystać limit smsów, pisząc do każdego z listy kontaktów. Jeśli masz pakiet internetowy, wtedy już hulaj dusza, piekła nie ma.

16. Dokończyć czytanie książki i nadrobić serialowe zaległości. Aż padnie bateria w tablecie. Jeśli było się odpowiednio zapobiegliwym i wzięło ładowarkę – sky is the limit.

17. Przeczytać książkę analogową, którą dźwiga się od kilku tygodni w plecaku.

18. Wyładować baterię komórki, sprawdzając co chwilę, która jest godzina.

19. Zrobić listę ToDo na następny dzień. Tydzień. Miesiąc. Rok. (dla siebie, chłopaka, mamy, babci, psa, jaszczurki sąsiadów)

20. Napisać notkę na bloga. Ręcznie na papierze. Jak zwierzęta.

21. Włamać się do jaskini adminów i zagrozić, że wyrzuci się pizzę, a potem wyniesie śmieci, jeśli nie zresetują hasła do kompa. Następnie wrócić do pracy jak gdyby nigdy nic. Aczkolwiek to punkt dla całkowicie zdesperowanych i generalnie odradzam.

 

Upragniony telefon zadzwonił po 5h. Nigdy więcej nie zrestartuję służbowego komputera dobrowolnie.

 

  • Punkt piąty ujął mnie za serce:)

  • Nie no zdecydowanie „daleko jeszcze…” najlepszym punktem jest (zaraz po zwierzęcej notce na bloga) choć w moim przypadku to zazwyczaj jakaś instagramowa słitfocia zrobiona we fabryce

    • Jenny

      Ja jeszcze wtedy korzystałam ze starego dobrego SE k770i, a tablet bez 3G, więc Instagram odpadał ;)

      • jaSS

        Trzeba się zaopatrzeć w przenośny routerek wifi i będziesz miała instagrama…

        • Jenny

          Nie byłoby gdzie go podpiąć. Tu WIFI zakazane.