10 książek, które wywarły na mnie duży wpływ | JennyDawid.pl

10 książek, które wywarły na mnie duży wpływ

Już od jakiegoś czasu miałam w planach podobny wpis, ale dopiero nominacja od Przemka z 3telnika do zabawy facebookowej zainspirowała mnie do zastanowienia się nad konkretnymi tytułami.

Książek czytam naprawdę dużo. No dobra, ostatnio mniej, bo większość wolnego czasu pochłaniają mi gry, ale nie o to przecież chodzi. Poniżej znajdziecie listę 10 książek (bądź serii), które w pewnym momencie życia wywarły na mnie na tyle duże wrażenie, że wciąż o nich pamiętam i chcę do nich wracać. Mogłabym ich wymienić znacznie więcej, dlatego wymieniam te, które przyszły mi do głowy w ciągu pierwszych kilku minut. Kolejność oczywiście przypadkowa.

 

Maria Józefacka „Chłopak na niepogodę”

Gdyby ktoś poprosił mnie, bym opowiedziała, o czym była ta książka, nie potrafiłabym sklecić jednego sensownego zdania. Jednak do dziś pamiętam, że płakałam podczas jej czytania trzy razy. Jedną ze scen, które wtedy mnie tak poruszyły, do dziś mam przed oczami. I nawet jej wspomnienie powoduje u mnie ciarki. Czasem mam ochotę przeczytać ją ponownie, ale wspomnienie tamtego fragmentu na razie skutecznie mnie powstrzymuje.

 

Joanna Chmielewska „Wszystko czerwone”

Jedna z pierwszych książek Chmielewskiej, które poznałam, i pierwsza, przy której nie potrafiłam przestać śmiać się na głos. Do dziś przeczytałam ją już kilkakrotnie i wciąż śmieszy mnie równie mocno.
Tutaj taka ciekawostka: kiedyś (w szóstej klasie podstawówki) nie potrafiłam przebrnąć nawet przez dwie strony jakiejkolwiek książki Chmielewskiej. Dziś za to jest moją najukochańszą polską autorką.

 

Małgorzata Musierowicz „Małomówny i rodzina”

Kolejna książka, którą czytałam już nie raz i za każdym razem jej lektura sprawiała mi przyjemność. Idealna zarówno na zimowy wieczór przy herbacie, jak i letnie popołudnie z wodą z lodem.

 

Witold Gombrowicz „Ferdydurke”

Pamiętam do dziś wzrok ludzi w autobusie, gdy chichrałam się nad podejrzaną książką w różowej okładce. I tak jak zaczęłam ją czytać w drodze do domu, tak skończyłam następnego ranka. Pokręcone poczucie humoru Gombrowicza okazało się być dokładnie tak nienormalne jak moje. Z ciekawostek: jest to jedyna lektura z liceum, którą przeczytałam w całości (i do tego z przyjemnością).

 

C.S. Lewis „Opowieści z Narni” (cała seria)

„Opowieści z Narni” to taki taki Harry Potter mojego dzieciństwa. Gdy znalazłam dwa wielkie tomiska koło butów w Mikołajki wieki temu, od razu pochłonęła mnie lektura (i nieważne było, że przecież trzeba zaraz iść do szkoły ;)). Od tamtej pory czytałam wszystkie części wielokrotne (jedne częściej, inne rzadziej) i za każdym razem miałam wrażenie, że cofam się do tamtego grudniowego poranka pełnego emocji i dziecięcej radości.
Tutaj także mała ciekawostka: moje egzemplarze zostały wydane pod tytułem „Opowieści z Narni” (jedno i na końcu). Nowsze wydania posiadają już podwójne i w słowie Narnii.

 

Alfred Hitchcock „Przygody Trzech Detektywów” (cała seria)

Wiele (naprawdę wiele ;)) lat po sięgnięciu po pierwszy tom serii dowiedziałam się, że tak naprawdę nie napisał ich Alfred Hitchcock, ale wydawnictwo wykupiło licencję na używanie jego nazwiska, a kolejne przygody chłopaków z Rocky Beach opisywali różni autorzy. Powstały nawet tomy wydane jedynie w Polsce (napisane przez Aleksandra Minkowskiego i Krystynę Boglar – którzy zresztą tłumaczyli także oryginalne części). Nie powiem, poczułam się mocno oszukana. To było gorsze niż dowiedzenie się, że Święty Mikołaj nie istnieje. Nie zmienia to jednak faktu, że niejedną noc spędziłam nad tymi książkami, czytając je czasem po kilka razy.
Do teraz wracam czasem do pojedynczych historii o Jupiterze, Pete’cie i Bobie (które mają specjalne miejsce na mojej półce).

 

 Jung Chang „Dzikie łabędzie: trzy córy Chin”

Nie jest to książka na jeden wieczór. Ani nawet na trzy. Wciąga niesamowicie, ale jednocześnie nie pozwala pochłonąć się zbyt szybko i bez refleksji. Momentami trudna do przetrawienia ot tak, ale zdecydowanie warto po nią sięgnąć.

 

Jostein Gaarder „Dziewczyna z pomarańczami”

Poszukiwałam lekkiej lektury na chwilę i ta akurat wpadła mi w ręce.Po kilku godzinach złapałam się na siedzeniu w fotelu z zimną herbatą obok i książką przeczytaną od dłuższego czasu, wciąż rozpamiętującą właśnie przeczytaną historię. Nie było mowy, by tego dnia wrócić jeszcze do zwykłych codziennych czynności.

 

Alex Garland „Niebiańska plaża”

Na tę powieść trafiłam na długo przed pojawieniem się jej ekranizacji w kinach. Od tamtej pory czytałam ją już chyba trzy razy i wiem, że na pewno jeszcze do niej wrócę. Nie wiem, co jest takiego w tej książce, że przyciąga jak magnes i nie pozwala o sobie zapomnieć. Może to po prostu fakt, że każdy gdzieś głęboko marzy o utraconym raju?

 

Muszę przyznać, że przy tworzeniu tego wpisu zapałałam chęcią przeczytania wszystkich powyższych powieści raz jeszcze. No może poza „Dzikimi łabędziami”, ale w tym wypadku raz wystarczy. Zacznę chyba od „Małomównego i rodziny”. Tak, zdecydowanie będzie to idealna lektura na dzisiejszy wieczór.